Dokumenty

Historia Wing Tsun według Wielkiego Mistrza Yip Mana

(źródło: Wielki Mistrz Leung Ting Wing Tsun Kuen Hong Kong 1978, str. 312-314)

Tekst ten jest angielskim tłumaczeniem zredagowanego po chińsku rękopisu Mistrza Yip Mana i przypuszczalnie miał stanowić przedmowę z okazji utworzenia Towarzystwa Wing Tsun Tong, które ostatecznie nie powstało. Zamiast niego24.08.1967 powstało Hong Kong Wing Tsun Athletic Association.

Twórczynią systemu Wing Tsun Kungfu była pani Yim Wing Tsun z okolic Kantonu. Była młoda, bystra, sprawna, wybitna i dzielna dziewczyna zaręczona z Leung Bok Chau’em, handlarzem solą z Fukien. Niedługo po zaręczynach jej matka zmarła. Jej ojciec Yim Yee został niesłusznie oskarżony o popełnienie zbrodni i zamknięty w areszcie. Rodzina Yim wyemigrowała i osiedliła się u podnóży góry Tai Leung na pograniczu prowincji Yunnan-Szechuan. Tam ostatecznie zamieszkali. Wszystko to działo się za panowania Cesarza Kanghsi (1662-1722).

W tamtych czasach klasztor Siu Lam (Shaolin) z okolic góry Sung w prowincji Honan słynął z kungfu. Wywołało to obawy rządu Manchu, który wysłał wojsko, by zaatakować klasztor. Nie udało się to. Człowiek zwany Chan Man Wai był wtedy najwyższym urzędnikiem cywilnym. Szukając poparcia w rządzie ułożył plan. Wspólnie z mnichem Ma Ning Yee i innymi uknuł spisek. Pod klasztor podłożono ogień, a żołnierze zaatakowali z zewnątrz. Siu Lam spłonął a mnisi rozproszyli się.

Przełożona klasztoru Ng Mui, opat Chi Shin, opat Pak Mei, Mistrz Fung To Tak i Mistrz Miu Hin uciekli i rozdzielili się.

Ng Mui schroniła się w świątyni Białego Żurawia na górze Tai Leung (znanej także jako góra Chai Har). Tam poznała Yim Yee i jego córkę Yim Wing Tsun. Kupowała w ich sklepie tofu. Zaprzyjaźnili się.

Wing Tsun była wtedy młodą kobietą. Jej piękność przyciągnęła uwagę okolicznego tyrana, który próbował zmusić ją do ożenku. Ona i jej ojciec znaleźli się w wielkich tarapatach. Ng Mui dowiedziała się o tym i zlitowała się nad Wing Tsun. Zgodziła się uczyć ją technik walki, aby mogła się obronić. W ten sposób mogła rozwiązać problem z tyranem i poślubić swojego prawowitego narzeczonego, Leung Bok Chau’a. Wing Tsun udała się z Ng Mui w góry i zaczęła ćwiczyć kungfu. Ćwiczyła dzień i noc i opanowała techniki po mistrzowsku. Wówczas wyzwała owego tyrana do walki i pokonała go. Ng Mui udała się w dalszą podróż po całym kraju, ale przedtem kazała Wing Tsun bezwzględnie przestrzegać tradycji kungfu, rozwijać swoje umiejętności po zawarciu małżeństwa i pomóc tym, którzy starali się odsunąć Manchu od władzy i przywrócić dynastię Ming. W ten sposób Wing Tsun kungfu zostało przekazane przez przełożoną siostrę Ng Mui.

Po ślubie Wing Tsun nauczyła kungfu swojego męża Leung Bok Chau’a, a on przekazał te techniki Leung Lan Kwai’owi. Leung Lan Kwai przekazał je Wong Wah Bo. Wong Wah Bo był członkiem trupy opery z dżonki, znanej w Chinach jako czerwona dżonka. Wong pracował na czerwonej dżonce z Leung Yee Tei’em. Tak się złożyło, że opat Chi Shin, który uszedł z życiem z Siu Lam, ukrywał się pracując na czerwonej dżonce jako kucharz. Nauczył on Leung Yee Tei’a technik sześciu i pół punktu długiego kija. Wong Wah Bo bardzo się zaprzyjaźnił z Leung Yee Tei’em i obaj podzielili się wiedzą o kungfu. Połączyli i udoskonalili swoje techniki i w ten sposób techniki sześciu i pół punktu długiego kija zostały przystosowane do Wing Tsun kungfu.

Leung Yee Tei nauczył kungfu Leung Jan’a, znanego zielarza z Fatshan. Leung Jan poznał najgłębsze tajemnice Wing Tsun i osiągnął najwyższe mistrzostwo. Wielu mistrzów kungfu wyzwało go do walki, ale on ich wszystkich pokonał. Leung Jan stał się bardzo sławny. Później przekazał on swoje kungfu Chan Wah Shan’owi, który kilkadziesiąt lat temu przyjął mnie na swojego ucznia. Uczyłem się kungfu razem z moimi braćmi Ng Siu Lo, Ng Chung So, Chan Yu Min’em i Liu Yu Jai’em. Byliśmy spadkobiercami Wing Tsun, za co jesteśmy dozgonnie wdzięczni naszym przodkom kungfu i naszym nauczycielom. Zawsze będziemy pamiętać i szanować nasze korzenie, a ta więź zawsze będzie spajała naszych braci kungfu. Dlatego tworzę Towarzystwo Wing Tsun i mam nadzieję, że moi bracia kungfu pomogą mi w tym. To będzie bardzo ważne dla upowszechniania kungfu.

Dyplomy Sifu Marcina Błaszaka

Dyplom poświadczający zdobycie 2. stopnia mistrzowskiego IWTA (International Wing Tsun Association)

Dyplom potwierdzający zdobycie 1. stopnia mistrzowskiego IWTA (International Wing Tsun Assocation)

Chińska wersja

Wersja chińska

Wersja angielska

Wywiad z SiJo Leung Ting’iem – Warszawa 22. października 2007

Kolejny przyjazd Wielkiego Mistrza SiJo Leung Tinga do Polski był doskonałą okazją do osobistego spotkania i przeprowadzenia wywiadu z Mistrzem.

Oczywiście sposobność do takiej rozmowy, rodzi całe mnóstwo pytań dotyczących stylu, jego specyfiki i historii. Większość tych faktów jest już jednak dobrze znana i opisana, dlatego w swoim wywiadzie pokusiłam się o zadanie bardziej prywatnych pytań.

A – Wielki Mistrzu zacznę od “bardzo podchwytliwego pytania:))” – jak postrzega Pan Polskę, w trakcie swojej kolejnej wizyty w naszym kraju?

LT – Oh. Tu się wszystko zmienia, za każdym razem jak przyjeżdżam. Właściwie przestaję widzieć różnicę między Waszym krajem, a innymi krajami gdzie podróżuję.

Wszyscy gdzieś biegną. Ciągły ruch. Ale najbardziej mnie cieszy uczucie, że ludzie tu – takie mam wrażenie – żyją coraz lepiej, na wyższym poziomie.

A – Mistrzu możliwość bezpośredniej rozmowy skłania mnie do zadania bardziej osobistych pytań odnoszących się do wspomnień o początkach Pańskiej ścieżki wing tsun.

Jak to się stało, że zajął się Mistrz tym stylem? Czy miało to związek z tradycjami kultywowanymi w rodzinie?

LT – Mój ojciec był detektywem w policji, matka, zajmowała się domem.

W ówczesnych czasach wielu z mistrzów pracowało w policji jako instruktorzy, byli też wśród nich mistrzowie związani ze stylem wing tsun.

Było to więc wszystko ze sobą splecione.

A – Jak doszło do tego, że rozpoczął Mistrz nauczania tego stylu?

LT – Zacząłem ćwiczyć wing tsun w wieku 13 lat pod okiem brata mojej matki.

To był okres liceum. Nie miałem wówczas zbyt wiele wolnego czasu. Miałem mnóstwo zajęć w szkole i było bardzo trudnym pogodzenie obu tych rzeczy.

Kiedy jednak zdałem na studia miałem już więcej czasu, myślałem więc o znalezieniu jakiejś pracy – przez moment zastanawiałem się nawet,

czy nie zostać nauczycielem w jakiejś szkole, były to jednak zajęcia bardzo niskopłatne, a ja musiałem jakoś się utrzymać w trakcie studiów.

Rozmawiałem wówczas z moim Si-Dai, który wcześniej pomagał mojemu wujkowi w prowadzeniu jego szkoły wing tsun, że może ja bym się tym mógł również zająć.

Zrobiłem więc sobie roczną przerwę w trakcie studiów i zacząłem pomagać mojemu wujowi w prowadzeniu jego szkoły wing tsun.

Mój wuj był dość trudnym człowiekiem. Zawsze siedział w trakcie prowadzenia zajęć, krzyczał, mówił, że coś jest źle, ale nie podchodził do ucznia.

Słowem zaczynając pracę w szkole mojego wuja stałem się od razu szefem od spraw technicznych (chief instruktor).

Mój Si-Dai widział efekty mojej pracy i powiedział mi, że jeśli obiecam, że będę prowadził nadal tak szkolenie wing tsun przyprowadzi mi do nauki 14 nowych uczniów.

Miałem więc wybór opuścić wuja i założyć własną szkołę i kształcić się dalej w tym zakresie, lub poprzestać na tym co już wówczas umiałem.

Zależało mi już wówczas bardzo na wing tsun. Pokochałem ten styl, był dla mnie wszystkim.

Zawsze byłem perfekcjonistą w tym, czym się zajmowałem chciałem, więc doprowadzić także i moje umiejętności do perfekcji.

Więc gdy zacząłem uczyć swoich uczniów, skoncentrowałem się na programie nauczania wing tsun.

Nie zależało mi tylko na tym, by nauczyć ich programu walki, chciałem czegoś więcej. Poszedłem więc do swojego wuja, prosząc go o pokazanie mi zaawansowanych form.

On wiedział, że ja wówczas miałem bardzo wielu uczniów, zażądał ode mnie wówczas niesamowitych pieniędzy – wszystkiego, co wówczas zarabiałem.

Zgodziłem się na to, jednak był on ciągle niezadowolony i żądał ode mnie za każdym razem coraz większych pieniędzy.

I gdy nie byłem wstanie ich zdobyć wówczas mój SiFu powiedział “odejdź”.

Miałem jednak do niego wiele szacunku, także w okresie późniejszym, pomimo, że w jakimś sensie to on się ode mnie odwrócił.

A – Jak udało się Panu trafić bezpośrednio do Mistrza Yip? On zakończył wówczas oficjalne nauczanie?

LT – Za pośrednictwem jednego z Sihingów mojego wuja. Mój Sigung bardzo go lubił.

Gdy ciężko zachorował na żołądek, opłacił mu operację w szpitalu i zaopiekował się nim w tamtym trudnym dla niego czasie.

To było w momencie, gdy ja prowadziłem nauczanie wing tsun w Betty’s Collage.

A – Czy zauważył Pan różnicę w podejściu do wing tsung po rozpoczęciu uczenia się wing tsun pod okiem Mistrza Yip?

LT – Tak, ogromną!

A – Czego ona dotyczyła? Założeń, koncepcji, ruchów, tego “odczuwania wing tsun”?

LT – Wszystkiego. To było tak jakbym uczył się nowego stylu. Pamiętam, że na pierwszej z lekcji płakałem.

Sigung postawił mnie przed manekinem i wytłumaczył mi dokładnie koncepcję ruchów, lini centralnej, “bramek”, oddechu. Pytałem jak to?

Mój Sifu tłumaczył mi przecież, że linia centralna, to linia biegnąca po całej długości, a nagle dowiaduję się, że nie jest to linia w pionie

a w poziomie przebiegająca (myśl na wylot) na wysokości splotu słonecznego. To burzyło wszystko, co wiedziałem dotąd o wing tsun.

Później pokazywał mi wszystkie ruchy po kolei. Później poprosił bym dotknął jego rąk i wspólnie ćwicząc tłumaczył mi zasady ruchów, zwracał przy tym uwagę na różne detale.

Ja się rozpłakałem, byłem zaskoczony. Nigdy bowiem wcześniej mój Sifu nigdy ze mną nie ćwiczył, a na pewno nie marzyłem nawet, by ćwiczyć razem z moim Sigungiem.

Mistrz Yip był charakterologicznie skrajnie inną osobą, życzliwą i otwartą. Miał cierpliwość, by mnie uczyć.

A – Czy rozmawiał Wielki Mistrz z Mistrzem Yip Manem o różnicach w rozumieniu i zastosowaniu wing tsun według przekazów Chan Wahn Shun, a Leung Biki’em?

Z różnych opowieści wynika, że Mistrz Chan był bardziej siłowy – nazywano go łamaczem manekinów. Jaki mogli mieć Ci Mistrzowie wpływ na rozwój Mistrza Yip?

LT – Nie mam na ten temat zdania. Jednak myślę, że trzeba pamiętać, iż Yip był bardzo młody, gdy spotkał Chan Wahn Shun – miał wówczas ok. 11 lat.

Chan Wahn Shun zaś był już wówczas starym i schorowanym człowiekiem, nie mogącym chodzić.

Szkolenie wyglądało więc podobnie jak u mojego wuja, mówił mu – uderzaj, tak, albo tak, zrób krok tu, zwrot itd.

Dlatego Mistrz Chan poprosił wkrótce drugiego Sihinga – drugiego swojego studenta ( Ng Chu So) by ćwiczył wspólnie z młodym Yipem.

Mistrz Chan bardzo kochał Yipa, niczym swojego wnuka, dlatego przed śmiercią kazał swojemu uczniowi opiekować się dalej przyszłym Wielkim Mistrzem Yipmanem

(nazywał go żartobliwie Little man – z powodu wieku i wzrostu).

Gdy Wielki Mistrz Yip, skończył 16 lat przybył do Hong Kongu i rozpoczął swoją naukę u Leung Bika.

Mistrz Leung Bik, nie był tak skorym do wyjawiania technik wing tsun jak Mistrz Chan.

Różnica polegała jednak na tym, że Mistrz Leung Bik był erudytą, miał pewną wizję całości stylu i jego koncepcji w przeciwieństwie do Chan Wahn Shuna,

który znał bardzo dobrze te techniki i rozwiązania wing tsun, których sam potrzebował. To było chyba najważniejszym wydarzeniem w rozwoju Mistrza Yipmana.

Ja to też rozumiałem, dlatego bardzo ceniłem sobie moje późniejsze rozmowy z Wielkim Mistrzem w herbaciarni.

Spójrz, szkolenie klasy instruktorskiej jest zupełnie inne, oni wykonują swoje chisao jako walkę, bo taka jest koncepcja, kolejny etap szkolenia bycia ekspertem w wing tsun.

Bez koncepcji byłoby to niemożliwe.

A – Czy to prawda, że młody Mistrz Yipman, wyzwał na pojedynek Mistrza Leung Bika?

LT – Tak, to prawda. Chciał sprawdzić, co umie “ten starzec”. On był wówczas młody, zadziorny i arogancki i myślał tylko o tym, by walczyć.

Pewnego dnia rozmawiając z jednym z ludzi usłyszał – “to może spróbujesz się zmierzyć z moim pracownikiem szwalni, on zna ponoć wing tsun”.

Młody Yip powiedział:” ok, dobrze, czemu nie, lubię walczyć”.

Wszedł do pomieszczenia i krzykną: “Hej ty, byłeś studentem Chau Chin Wah ( Wah  the Money Changer – przezwisko Mistrza Chan z czasów kiedy posiadał kantor )?

Uczyłeś się Siu nim tao, Chum Kiu i Biu Tze?”. Leung Bik odparł mu:” To nie Twoja sprawa odejdź”.

Młodego Yipa nie usatysfakcjonowała ta odpowiedź. Doszło do bijatyki. Dwukrotnie próbował uderzyć Leung Bika i za każdym razem przegrywał.

Na koniec usłyszał od Leung Bika:”spływaj”.

A – Jak Wielki Mistrz wspomina swoje spotkania z Mistrzem Yip? Czy może nasuwa się Mistrzowi jakieś wspomnienie?

LT – Och, Mistrz Yip Man był zawsze uśmiechniętym człowiekiem, skorym do żartów. Nie zachowywał się jak typowy Sifu, był przyjacielskim, jak dziadek.

Pamiętam jak na samym początku spotkałem się z nim w herbaciarni i chciałem nalać mu herbaty, prosiłem “pozwól mi to zrobić Mistrzu”,

a on uśmiechnął się i powiedział – nie martw się. Pamiętam też, że Wielki Mistrz kładł się bardzo późno spać.

Zawsze grywał wieczorami w “mah -jong” ze swoimi studentami (rodzaj chińskich warcabów).

Bardzo wcześnie nad ranem (ok.5ej) kończył grę i szedł prosto do herbaciarni, jadł śniadanie i potem szedł do domu spać.

Wstawał około drugiej, ale jego studenci najczęściej byli wówczas zajęci albo zbyt zmęczeni by spędzać z nim czas.

To był okres, kiedy studiowałem w Betty’s College. Miałem też już samochód. Dzwoniłem więc do Wielkiego Mistrza i pytałem się, czy można go odwiedzić.

A potem wspólnie wychodziliśmy do herbaciarni i rozmawialiśmy.

O czym można było rozmawiać? Oczywiście o kung-fu.

To był czas, kiedy można było dokładnie omówić koncepcję wing tsun i szczegółowe założenia.

Te rozmowy toczyliśmy praktycznie nie przerwanie, codziennie przez całe trzy lata.

A – Czytałam kiedyś w internecie, że Wielki Mistrz Yip Man, nie chciał uczyć wing tsun białych ludzi (Europejczyków, Amerykanów)? Skąd wzięła się ta niechęć?

LT – Nie mam pojęcia skąd wziął się taki pogląd, ponieważ jedynym, który to powiedział był Bruce Lee.

A – Ale ponoć ta niechęć dotyczyła także innych szkół kung-fu.

Nie bał się Wielki Mistrz konfrontacji ze strony innych Mistrzów, mogących być niezadowolonymi, że Mistrza szkoła ma np. białych uczniów?

LT – Przyznam się, że nigdy się tym nie interesowałem. Nawet w spotkaniach z Mistrzem Yipmanem rozmawiałem o kung-fu o wing tsun, a nie o słowach Bruce’a.

Nigdy nie usłyszałem również czegoś podobnego od Yip Mana względem mojej osoby i prowadzonej przeze mnie szkoły.

A – Również w internecie, można znaleźć różne informacje o tym, że Yip Man wskutek przemyśleń dokonał zmian w systemie,

na tyle diametralnych, że można stwierdzić, że uczniowie z różnych okresów uczyli się innego wing tsun. Co Wielki Mistrz o tym sądzi?

LT – To nie tak. To była kwestia pierwotnej koncepcji nauczania wing tsun, a nie zmian dokonanych przez Mistrza Yipmana.

Oryginalnie bowiem, program nauczania wing tsun “był wolny”, przypominał grę w szachy.

Można było więc go rozwijać w dowolną stronę, w zależności od studenta, jego preferencji, uzdolnień.

W czasach wcześniejszych, gdy wing tsun było przekazywane kilku uczniom, którzy kształcili się u Mistrza przez 20 lat, taka forma nauczania, była w porządku.

Co jednak zrobić, gdy się miało takich studentów 50?

Jak nad tym zapanować?

Gdy jeden przychodził w poniedziałek i ćwiczył pewne rozwiązania z chum kiu, inny był na innym poziomie i ćwiczył równolegle co innego

a potem pojawiał się dopiero po kilku dniach?

Innym problemem była kwestia wolnego czasu.

Większość studentów Yip Mana pracowała i nie miała czasu zgłębić całości systemu, lub po prostu nie czuła takiej potrzeby.

Dlatego gdy rozpocząłem prowadzenie zajęć w Betty’s Collage byłem pierwszym, który uczył tak wielu ludzi. Zauważyłem, że trzeba tą wiedzę jakoś usystematyzować.

Postanowiłem, że mój program nauczania będzie rozpoczynać się od formy Siu Nim Tao (małej idei).

To była baza, podstawa wszystkich ruchów. Potem uczyłem Chum Kiu, bo forma ta pozwalała rozwinąć formę Siu Nim Tao, pozwalała na ruch – kroki, zmianę kierunków walki

(skręty), w końcu trzecia – forma, bardzo ważna dla wing tsun – bo uczy jak nie blokować ciosów ale jak walczyć, jak atakować, bo atak jest najlepszą obroną.

Więc można uczyć wing tsun na zasadzie odczucia, wolnej gry jak w szachach ale nie sprawdzi się to przy większej ilości uczniów.

Także nauka chisao wymagała pewnego usystematyzowania – najpierw były 3 sekcje, potem 5, aż w końcu 7 sekcji chisao.

Zebrałem razem wszystkie te ruchy układając w logiczną całość gdzieś na przełomie lat 60 i 70.

A – Można więc stwierdzić, że Wielki Mistrz był pierwszym, który usystematyzował program wing tsun?

LT – Tak, zrobiłem go dużo bardziej uporządkowanym.

Jednak moim małym problem jest to, że tworząc tak rozbudowany system oparty o wielopoziomowe kształcenie czasem tracę studentów.

Tracę ich, bo nie mają oni cierpliwości, by przejść cały system do końca z wszystkimi sekcjami chisao, tracę ich również, bo wydaje się im, że to, co potrafią już im wystarczy.

Dzieje się tak często przed stopniem mistrzowskim. Uczniowie ci nie wierzą, że każda z kolejnych sekcji, rzuca nowe światło na możliwości sytemu.

To tak jak z nauką języka. Najpierw uczysz się liter, potem uczysz się prostych zdań, czasów, potem kompozycji, w końcu poznajesz język.

Ale język ten jest narzędziem do dalszego poznawania świata, otoczenia, ludzi. Wielu studentom wing tsun wystarcza nauka abecadła, albo budowa prostych zdań.

A- Wielki Mistrzu, chciałabym zapytać o związki wing tsun z filozofią wschodu.

Chińczycy uważają, że świat jest w pewnej równowadze dwu skrajności Yin i Jang (pierwiastek kobiecy i męski).

Znak Yin i Jang stał się nawet w wielu systemach symbolem Kung-fu. Jak ten aspekt ma się do sytemu wing tsun?

Ponoć w dużej mierze do powstania stylu przyczyniły się kobiety. Czy ten aspekt jest zauważalny?

LT – Wiem o co chodzi:).

Tu jest właśnie odwieczny problem i wielka pomyłka dotycząca filozofii kung-fu.

Wszyscy myślą, że Yin – jest pierwiastkiem kobiecym, więc musi być delikatny, zaś uderzenie musi być mocne, więc wiąże się z pierwiastkiem męskim.

A gdzie tu jest elastyczność, sprężystość?

Jak można w ogóle porównać te dwie różne rzeczy np. elastyczność i delikatność? Przecież uderzenie może być zarówno delikatne jak i mocne.

To jest mylenie pojęć rzeczy. Popatrz ten stół przed nami jest twardy, lecz jeśli oderwę od niego mały kawałek – patrz wygina się.

Stół nie zmienił charakteru swojej rzeczy, jest dalej twardy. Kawałek jest miękki – jaka więc jest prawda o stole? Jaki on jest na prawdę?

Ten mały kawałek jest dalej twardy, ale jest i elastyczny!! Podam drugi przykład. Weźmy szklaną kulę. Jak ją dotykasz to, jaka ona jest? Jest twarda.

Ale jeśli rzucisz ją o podłogę rozbije się. Czemu?

Przecież drewno na podłodze nie jest tak twarde jak szkło, kawałkiem szkła, krawędzią można nawet uciąć, zniszczyć strukturę drewna.

Nie, ale jest sprężyste, podłoga jest sprężysta, choć my tego nie widzimy. Dlatego trudno jest mówić czy coś jest twarde, a coś jest miękkie (delikatne).

Natomiast możemy połączyć synonimy elastyczny, sprężysty z jednej strony z określeniami twardy i miękki (delikatny) z drugiej.

Uderzenie może być delikatne i mocne (twarde), będąc jednocześnie elastycznym. Kolejny przykład. Weźmy kamień.

Jeśli rzucę nim w okno – zbiję szybę tak? Bo kamień jest twardy.

Ale jeśli położę kamień na ziemi i uderzę weń młotem, kamień pęknie. Co jest tu twardsze?

Dlatego w wing tsun nie mówimy, czy coś jest twarde, mocne, a coś jest miękkie i delikatne, tylko czy jest elastyczne!

Słowem to mówienie o Yin i Jang w wing tsun jest jednym “bull shit”!

To jest jedno wariactwo, mieszanie pojęć. Takie jest moje pojmowanie i filozofia kung-fu. Popatrz na ruchy i kroki w wing tsun.

Ciężar spoczywa na tylniej nodze. Możemy ją więc określić jako “twardą”.

Przednia noga wydaje się spoczywać nieruchomo, ale choć nie jest obciążoną, to tu jest siła, która ciągnie całą resztę! Jeśli ktoś tego nie widzi, nie zrozumie nigdy wing tsun.

To jest moja filozofia elastyczności i nieelastyczności. Inni mówią o Yin i Jang ale to wszystko bzdura!

A – Dlaczego mówi się o wing tsun jako stylu tajemnym?

LT – Bo jest, był tajemnym stylem przeznaczonym do walki rozpowszechnianym głównie wśród stowarzyszenia czerwonej dżonki. Nie można się go było nauczyć otwarcie.

A – Ale ponoć doktor Leung Jan założył pierwszą szkołę, w której nauczał wing tsun?

LT – To nie była szkoła w naszym rozumieniu. Doktor Leung Jan był bardzo bogatym człowiekiem. Nie musiał nikogo uczyć dla pieniędzy.

Traktował uczenie sztuk walki jak hobby. Natomiast prawdziwych adeptów wing tsun zostawił po sobie tylko kilku. I byli to zaufani ludzie.

A – Gdy przyszłam pierwszy raz na zajęcia wing tsun by zrobić wywiad zobaczyłam styl, który nie przypominał mi kompletnie tego, co ćwiczyłam wcześniej

a jednak, gdy Wielki Mistrz tłumaczył mi wówczas podstawy wing tsun wydał mi się on bardzo logiczny.

LT – Tak. To prawda. Ale by zrozumieć dogłębnie tę logikę trzeba przejść przez wszystkie etapy wing tsun.

Formy są jak alfabet, ale dopiero ćwiczenie chisao, różnych kombinacji z partnerem powoduje, że styl ten staje się efektywny.

Z wing tsun jest jak z pudełkami włożonymi jedno w drugie.

Otwierasz i widzisz następne i następne. Każde jest mniejsze, bo im dalej, tym ważniejsze są te szczegóły.

Dla wielu ludzi problemem jest to, że chcą np. boksować.

Uważają, że boks pozwala na dowolne prowadzenie walki, że owszem wykorzystają pewne elementy ze stylu, ale tak na prawdę myślą tylko by skutecznie uderzać.

Problemem jest to, że jeśli ograniczymy wing tsun tylko do technik stanie się znowu prymitywnym stylem.

W wing tsun chodzi o coś więcej niż tylko uderzanie, uniknięcie ciosu, chodzi o zmianę twojej “osobowości”, sposobu reakcji, odczuwania przeciwnika.

A – Czy zastanawia się czasem Wielki Mistrz nad wypaczeniami, które mogą poczynić np. inni mistrzowie przekazując ten system w inny sposób,

dokonując korekt i zmian, które oni uważają za słuszne. Nie obawia się Wielki Mistrz tego?

LT – Każdy, kto przysposobił sobie ten styl, może sobie dokonywać zmian. To jego sprawa.

Jeśli natomiast ja niczego nie zmieniam od lat 80-tych to, dlaczego moi uczniowie mają dokonywać takich zmian?

Jeśli ktoś dokonuje zmian, to znaczy, że chce być założycielem nowej szkoły, nowego stylu. Moi uczniowie nazywają system wing tsun LT.

Ja dałem swoje imię by odciąć się od wszystkich, którzy w ten system ingerowali i ingerują w ten system.

Uporządkowałem go i stwierdziłem, że jest wystarczająco ukształtowany.

Jeśli ktoś chce stworzyć Ng Mui wing tsun, albo Leung Jan wing tjun to jego sprawa, ale nie będzie to już wing tsun LT system, nie będzie osadzony w strukturach IWTA.

Widzisz ja między 70 – 80 tym współpracowałem z “Real Kung-fu Magazine”. Poznałem wówczas prawie wszystkich Wielkich Mistrzów wschodnich sztuk walki.

Przeprowadzałem z nimi wywiady, rozmawiałem z nimi prywatnie, słowem nauczyłem się wówczas bardzo wiele.

Dlatego znam choy-leel-fut, hungar, pakua, xing yi i inne style. I wciąż od tamtych lat uczę wing tsun, a nie choy-lee-fut. Dlaczego?

Bo nie potrzebuję, nie widzę powodu bym zmieniał styl, by uczyć ludzi czegoś innego poza wing tsun.

A – W Polsce zapanowała moda na style związane z kombatem, czy style podobne do kickboxingu.

Nie myślał Wielki Mistrz, by ze względu na renesans tych styli zmienić coś w szkoleniu wing tsun z myślą o nas Europejczykach?

LT – Nie, nie ma potrzeby. Te style nie wnoszą nic nowego oprócz tego, co można było znaleźć także w innych wschodnich sztukach walki.

A – Nie chcę zamęczać Wielkiego Mistrza swoimi pytaniami dłużej, więc pozwolę sobie na zadanie ostatniego pytania.

Nie dalej jak wczoraj czytałam w internecie o nowym filmie Wong Karwai. Reżyser ten, chce zrobić film biograficzny na temat Bruce Lee.

Fakt ten zainteresował mnie, ponieważ ma się tam pojawić postać Mistrza Yipmana. Pierwszy raz zostanie on przedstawiony na ekranach filmowych.

Czy dotarły do Wielkiego Mistrza te informacje, czy ktoś zwrócił się może z prośbą o pomoc w napisaniu scenariusza?

LT – Kilka osób mówiło mi o tym projekcie, ale nikt oficjalnie się do mnie nie zwrócił z prośbą o pomoc, dlatego to, co znam, znam tylko z wypowiedzi innych,

stąd nie mam zdania na ten temat.

A – Wielki Mistrzu, bardzo dziękuję za poświęcenie mi czasu na tę rozmowę. To był dla mnie wielki zaszczyt, móc rozmawiać ponownie z Wielkim Mistrzem.

Jeszcze raz dziękuję w imieniu Polskiego Stowarzyszenia Wing Tsun i swoim własnym.

Wywiad przeprowadziła red. Anna Wolska dla www.wing–tsun.pl.

Tekst jest chroniony przepisami prawa autorskiego.

Wszelkie rozpowszechnianie, cytowanie i zmiany w tekście bez zgody autorki lub właściciela tekstu,

podlega przepisom Ustawy (Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83)


GOLDEN RANK FOUNDER – Dyplom Założyciela Złotej Rangi dla Sijo Leung Tinga, podpisany przez Jego uczniów


golden

Dokument VING TSUN ATHLETIC ASSOCATION w sprawie Williama Cheunga:

william cheung

Zostaw odpowiedź

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.